To pytanie zadaje sobie wielu, szczególnie młodych rodziców. Chcą oni przecież dla dziecka jak najlepiej. Każdy rodzic marzy o tym by jego pociecha odpowiednio się rozwijała i była szczęśliwa. Dlatego chcą wybierać zabawy, które czegoś nauczą malucha. Nie jest to jednak łatwe. Przede wszystkim, bez wątpienia czas dziecku poświęcać należy i to w jak największym wymiarze. Nie zawsze muszą być to chwile zabawy. Możecie przecież razem wybrać się na spacer lub po prostu obejrzeć bajkę. Możesz także posadzić swoją pociechę na blacie kuchennym kiedy przygotowujesz ciasto czy robisz posiłek. Oczywiście twoja ostrożność musi się niezmiernie wyostrzyć. Pozwala to na wspólne pożyteczne spędzanie czasu. Pociecha z pewnością to doceni, a przede wszystkim czegoś się nauczy. Wbrew pozorom, obserwacja jest jedną z lepszych możliwości edukacji, szczególnie u dzieci. Sama zabawa powinna również być częstym elementem w życiu bobasa, jednakże nie możesz pozwolić na to by doszło do tego, że maluszek nie potrafi zająć się sobą. Musi od początku swego życia wiedzieć, że bardzo go kochasz i spędzasz z nim czas, aczkolwiek powinien być świadomy,że masz też swoje obowiązki, a czasami po prostu chcesz odpocząć. Dlatego wszystko musi mieć swój czas, obowiązki, zabawa i odpoczynek. Kiedy już pochłania cię czas spędzany z dzieckiem, postaraj się by był kreatywny i przynosił maluchowi pokłady wiedzy. Choć skup się na tym by wszystko było wyważone, nie możesz przecież oczekiwać od dwuletniego bobaska, że nauczy się czytać. Nie przejmuj się statystykami czy dziećmi znajomych. Każde dziecko jest wyjątkowe, a przede wszystkim odmienne dlatego też należy traktować je w indywidualny sposób. Nie przesadzaj też z ogromem informacji czy zadań, które chcesz by maluch się nauczył. Wszystko w swoim czasie, a jeśli zarzucisz go całą masą edukacyjnych pomysłów, zabawa nie będzie przyjemna. Bynajmniej nie tak jak powinna. Wszystko to jest bardzo trudne, znalezienie złotego środka nie jest łatwe, dlatego posiadanie dziecka jest twardym orzechem do zgryzienia.
U małego dziecka prawidłowe jest to, że świat wewnętrzny znajduje się tak samo wewnątrz jak i na zewnątrz, i dlatego my, ludzie dorośli, możemy wkroczyć w świat wyobraźni dziecka, bawiąc się z nim lub w inny sposób uczestnicząc w tym, co przeżywa w swojej wyobraźni. Spójrzmy chociażby na trzyletniego chłopca. Jest szczęśliwy, bawi się całymi dniami sam albo z innymi dziećmi; umie już ładnie siedzieć przy stole jak i jeść jak dorośli. W ciągu dnia dosyć dobrze postrzega różnicę między tym, co nazywamy rzeczywistością, a tym, co zwiemy dziecięcą wyobraźnią. A jak jest w nocy? Maluch śpi i niewątpliwie miewa sny. Czasami budzi się z przeraźliwym krzykiem. Matka budzi się i przybiega do swojej pociechy i chce go wziąć na ręce. Dziecko jednak krzyczy i woła, że chce mamusi, a nie przerażającej wiedźmy. Świat jego snów rozprzestrzenił się na świat rzeczywisty i przez jakieś dwadzieścia minut matka czeka spokojnie, aż dziecko zrozumie, że mama nie jest straszydłem ze snu. Nagłe zarzuca jej ręce na szyję i zanim zdąży opowiedzieć mamie o koszmarze jaki przeżył zapada w sen, a ta może wrócić spokojnie do łóżka. Maluchy na co dzień mają skłonności do naginania prawdy. Trudno jest im zaznajomić się ze światem zewnętrznym. Trzeba pozwolić im na to, co nazwalibyśmy iluzją, gdybyśmy mówili o ludziach dorosłych. Spójrzmy teraz na mniejsze dzieci, które chodzą do przedszkola. Z tego co wiemy o wychowawczyni, trudno zgadnąć, czy dzieci ją polubią. Może ja znasz i wiesz, że nie masz o niej dobrego zdania. Może się jednak zdarzyć, że twoje dziecko będzie ją uwielbiało, bo w kontaktach z nim jest godna zaufania, miła i z łatwością może stać się tą osobą, która to jest niezbędna dla jego szczęścia i rozwoju. Wszystkie jednak takie zachowania wypływają z więzi, która wcześniej trwała między matka a niemowlęciem. Istniały wtedy przecież specjalne warunki, rodzicielka dzieliła się ze swym małym brzdącem szczególnym kawałkiem świata; był on wystarczająco mały by dziecko nie czuło się oszołomione, a matka powoli powiększała go by zaspokoić rosnącą zdolność dziecka do uczestniczenia w sprawach świata. świat maluchów bardzo różni się od naszego, musimy o tym pamiętać.
Istotną zmiana w modelu rodziny jest brak nie tylko braci czy sióstr, ale także dalszych krewnych jak kuzyni. Nie łudźmy się, że zapewniając dziecku kolegów do zabawy,zastąpimy mu brakujących członków rodziny. Więzy krwi odgrywają ważną rolę w stopniowym procesie odchodzenia od dwustronnych i trójstronnych kontaktów dziecka, od matki, od rodziców do społeczeństwa w szerszym znaczeniu. Należy się spodziewać, że w dzisiejszych czasach dziecko nie będzie miało takich możliwości jak niegdyś w wielodzietnych, dużych rodzinach. Często zdarza się, że oprócz braku rodzeństwa, dziecko nie ma żadnego kuzynostwa, z którym mogłoby być w stałym i bliskim kontakcie, co w przypadku jedynaka jest jednak istotne. Najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest rozszerzanie kontaktów malucha z rówieśnikami i okazji ich nawiązywania. Wiele mogą tu zdziałać świetlice i przedszkola, jeśli oczywiście nie są zbyt zatłoczone i dysponują odpowiednio wyszkolonym i rzeczywiście dobrym personelem. Nie chodzi tu o sam dobór wychowawców, ale głównie o ich szkolenie w zakresie psychologii maluchów. Rodzice mogą również wykorzystać przedszkole, by pozwolić sobie na chwilkę odpoczynku, zwiększając zakres kontaktów dziecka z dorosłymi i innymi rówieśnikami, przez co powiększają możliwości zabawy swojej pociechy, która z pewnością mu się spodoba. Wielu rodziców jest wręcz rozdrażnionych swymi pociechami kiedy spędzają z nimi cale dnie, jednak podczas gdy mają kilka godzin dla siebie, to przez resztę czasu są wspaniałymi rodzicami. Dobra rodzina może posłużyć się dobrym przedszkolem, by w przemyślany i rozsądny sposób rozszerzyć pole działania małych dzieci, które w innym wypadku czułyby się samotne, a ponieważ dobre przedszkole zaspokaja potrzeby dobrej rodziny, ma więc szczególną, choć nierzadko nieuchwytną, nieobjętą statystyk wartość dla społeczeństwa. jeśli społeczeństwo będzie poważnie traktowało teraźniejszość, to ma przed sobą przyszłość, a przyszłość wypływa z odpowiedniej, dobrej rodziny.
Istnieje z pewnością kilka przyczyn. Większość ludzi stwierdzi, że dzieci bawią się, bo lubią to robić i trudno by było temu stwierdzeniu zaprzeczyć. Dzieci znajdują przyjemność we wszystkich doświadczeniach fizycznych i
emocjonalnych związanych z zabawą. Możemy powiększyć zasób tych doświadczeń, dostarczając dziecku materiałowi i pomysłów, ale lepiej chyba uczynić tu za mało niż za dużo, bo dzieci potrafią z łatwością wynaleźć przedmioty do zabawy i wymyślić gry, a całość tych procesów sprawia im niemałą frajdę. Zwykle mawia się, że w zabawie dzieci wyrzucają z siebie nienawiść i agresję, tak jakby agresja była czymś złym czego należałoby się pozbyć. Z pewnością po części tak jest, bo dziecko tak właśnie może odczuwać dławioną przez siebie złość i konsekwencje przykrych przeżyć. Lepiej byłoby jednak wyrazić to w inny sposób, mówiąc, że dla dziecka cenne jest odkrycie, iż można w znanym sobie środowisku wyrazić agresywne impulsy czy nienawiść, a środowisko nie odpłaci za to nienawiścią i krzykami. Czuje ono wtedy, że dobre środowisko powinno tolerować agresywne uczucia, jeśli są one wyrażone w formie, która jest mniej więcej do przyjęcia. Agresja może być według naukowców przyjemnym uczuciem, ale nieodłącznie związana jest z zadawaniem bólu, rzeczywistego lub wymyślonego, innej osobie i dziecko nie może tej komplikacji uniknąć. do pewnego stopnia radzi sobie z tym problemem już u jego źródła, godząc się na wyrażenie agresywnych uczuć w formie zabawy, a nie po prostu wtedy gdy poczuje złość. Innym rozwiązaniem jest spożytkowanie agresji w działaniach, których ostatecznym celem jest coś twórczego. Ale wszystko to można osiągnąć stopniowo. Jaka jest nasza rola? Dopilnujmy, byśmy nie lekceważyli społecznego wkładu, który dziecko wnosi poprzez fakt, że wyraża swoją agresję w zabawie, zamiast w chwili wściekłości. Może nam się nie podobać, że ktoś nad nie lubo, ale nie wolno nam lekceważyć tego co stanowi podstawę dyscypliny wewnętrznej, jeśli chodzi o agresywne odruchy.